One widzą wszystko #1


 Nie wiem, co mnie bardziej stresowało – pierwszy dzień w nowej pracy czy fakt, że to Natalia mi ją załatwiła. Z Natalią zawsze jest tak, że jak coś obiecuje, to albo skończy się sukcesem, albo totalnym bajzlem. A że w jej towarzystwie oba scenariusze są równie możliwe, to już pierwszego dnia miałem wrażenie, że wpakowałem się w coś grubszego.

Firma nazywała się “J&Home Estates” i wyglądała jak z katalogu – te wszystkie szklane ściany, ciepłe drewno, designerskie fotele i biurka, które bardziej przypominały stanowiska pilotów niż pośredników od mieszkań. Biurko miałem przy oknie, obok tej beżowej sofy, z której widać było pół centrum Warszawy. Idealne miejsce, żeby udawać, że się pracuje, a w rzeczywistości obserwować świat i kawę dziewczyn.

Bo dziewczyny… no właśnie. Już po godzinie wiedziałem, że jestem tu jedynym facetem. Raj? Na papierze tak. W praktyce – raczej pole minowe.

Pierwsza to Natalia, ta sama, która mnie tu ściągnęła. Znaliśmy się od lat, więc kiedy zaproponowała, że załatwi mi robotę w biurze nieruchomości, pomyślałem, że nic lepszego mnie nie spotka. Nadal ta sama blondynka o śmiechu, który potrafi rozbroić każdego, tylko że teraz wyglądała jak z modowego katalogu. Zamiast dżinsów i bluzy – biała koszula z rozpiętym guzikiem pod szyją, zielona skórzana mini, cieliste rajstopy i szpilki, w których chodziła jak po wybiegu. Pachniała drogimi perfumami, a kiedy pochylała się nad moim biurkiem, żeby coś pokazać, miałem wrażenie, że robi to trochę złośliwie. I ten jej ton, kiedy mówiła „Adamku” – brzmiało to jak żart, ale w jej oczach zawsze było coś, co mówiło: „i tak cię załatwię”.

Druga to Dagmara – też blondynka, trochę bardziej chłodna i nie mówię tu tylko o kolorze włosów, ale w tym właśnie tkwił jej urok. Styl totalnie inny od Natalii: czerń i czerwień, skóra, sportowe buty, ale wszystko dopasowane jakby miała własnego stylistę. Kurtka z eko skóry, obcisła czerwona sukienka do kolan i białe sneakersy – wyglądała jak połączenie modelki z redaktorką mody, która przyszła tu tylko na chwilę, żeby przypomnieć światu, że ma klasę. Czasem rzucała krótkie komentarze, niby niewinne, ale zawsze celne. Nie musiała mówić dużo – wystarczyło jedno spojrzenie i człowiek czuł się jak pod mikroskopem.

A na końcu Julia – szefowa. Zaskoczenie kolejna blondynka, włosy zawsze perfekcyjnie wyprostowane, pewnie po keratynie, lśniące jak z reklamy. W jej ruchach było coś takiego… precyzyjnego. Jakby każdy krok, każde spojrzenie miało znaczenie. Czarny był jej kolorem – czarne marynarki, spódnice, szpilki, rękawiczki, okulary przeciwsłoneczne, nawet kubek do kawy miała czarny. Nie potrzebowała podnosić głosu, żeby wszyscy wiedzieli, że to ona rządzi. A kiedy już się odezwała, nikt nie miał odwagi się odezwać drugi raz.

Miesiąc przeleciał mi szybciej niż się spodziewałem. Nauczyłem się systemu, ogarnąłem prezentacje, zacząłem rozpoznawać klientów po głosie, ale jeśli chodzi o wyniki… no cóż, szału nie było. Dziewczyny sprzedawały dwa razy lepiej. Miały ten swój urok – wdzięk, lekkość, flirt między słowami. Ja wciąż próbowałem brzmieć profesjonalnie, a wychodziłem sztywny jak stojak na płaszcze. Julia oczywiście to zauważyła.

– Adam, wiem, że się starasz – powiedziała któregoś dnia, opierając się o blat mojego biurka. – Ale klienci nie kupują metrażu, tylko emocje. Spróbuj być trochę… bardziej miękki.

– Miękki? – powtórzyłem, nie wiedząc, czy to komplement, czy złośliwość.

– Wiesz, o co chodzi – uśmiechnęła się tym swoim sposobem, który nie pozostawiał pola do dyskusji. – Czasem wystarczy spojrzenie.

W biurze zaczęło się robić luźniej. Już nie czułem się jak świeżak na okresie próbnym, bardziej jak część zespołu. Zdarzało się, że między klientami siadaliśmy na chwilę z kawą i gadaliśmy o pierdołach – pogodzie, serialach, butach, które „koniecznie trzeba mieć tej jesieni”. I właśnie podczas jednej z takich przerw, kiedy cisza przeciągała się trochę za długo, Dagmara rzuciła:

– W tym roku robimy imprezę Halloween. Jak zwykle u Julii.

Podniosłem wzrok znad komputera.
– Serio robicie Halloween? Myślałem, że to tylko pretekst, żeby się upić i wrzucać zdjęcia w kostiumach na Insta.

– A widzisz – wtrąciła Natalia, opierając się o moje biurko. – My przynajmniej mamy styl. W zeszłym roku było „Kobiety mafii”, rok wcześniej „sexy girls”. W tym roku Julia stwierdziła, że ma być sexy więc “Aniołki i diablice”.

Parsknąłem śmiechem, bo brzmiało to jak zaproszenie do katastrofy.
– Sexy Aniołki? To znaczy co, wszyscy przychodzą w bieliźnie?

– Wszyscy nie – poprawiła mnie Dagmara, uśmiechając się pod nosem. – Bo ty chyba nie masz odwagi.

– A co, jakbym miał? – rzuciłem, zanim zdążyłem pomyśleć.

Natalia uniosła brew, a Julia, która akurat przechodziła obok, zatrzymała się w drzwiach jak drapieżnik, który wyczuł ruch.
– Coś przegapiłam?

– Adam właśnie powiedział, że jak go dobrze przygotuję, to też przyjdzie jako sexy Angel – wypaliła Natalia, z tym błyskiem w oczach, który zwiastował kłopoty.

Julia skrzyżowała ręce, opierając się o framugę.
– Naprawdę?

Wzruszyłem ramionami, próbując obrócić to w żart.
– No jasne, przecież to Halloween. Czemu nie?

– Hm – Julia przekrzywiła głowę. – Ciekawe. Wiesz, Adam, czasem faceci mówią takie rzeczy tylko po to, żeby się popisać. A potem… zapominają o nich.

– Spokojnie, nie boję się przebieranek – odpowiedziałem, choć już wtedy czułem, że może jednak powinienem.

– To świetnie – powiedziała z uśmiechem, w którym nie było nic przypadkowego. – Trzymam cię za słowo.

Kiedy odeszła, Natalia aż parsknęła śmiechem.
– O matko, stary, nie masz pojęcia, w co się wpakowałeś.

– Przesadzasz – machnąłem ręką, ale widziałem po niej i po Dagmarze, że naprawdę coś wiedzą.

– Nie przesadzam – odparła cicho. – Jak Julia coś usłyszy, to potem już nie ma odwrotu.

Od tamtego dnia temat Halloween wracał w każdej przerwie. Dziewczyny co chwilę wysyłają sobie pomysły na stroje, porównywały kolory peruk, buty, paznokcie. A ja… udawałem, że mnie to bawi, że jestem ponad to. Prawda była taka, że z każdym ich żartem o „Adasiu w rajstopach” czułem to dziwne ukłucie w środku. Takie, które znasz tylko wtedy, kiedy coś cię kusi bardziej, niż chciałbyś przyznać.


Komentarze

  1. Zaczyna się fajnie a co z pozostałymi tekstami kiedy dalsze części

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty